Od setek lat Polaków i Węgrów łączy braterska więź, której genezy żaden z naszych narodów nie umie podać, lecz która odcisnęła silne piętno na naszych wzajemnych stosunkach. Znane jest przecież wszystkim powiedzenie:
"Polak, Węgier dwa Bratanki … "



Położony jest nad rzeką Dunaj, która dzieli miasto na dwie odrębne części: Budę i Peszt Prawobrzeżna Buda położona jest bardziej na zachód i obejmuje teren niewysokich wzgórz, tworzących wrażenie kolorowej mozaiki w miejscach, gdzie gęsta zabudowa przeziera przez ciemną zieleń porastających zbocza drzew. Buda przez kilka stuleci funkcjonowała jako samodzielne miasto - stolica Węgier. Z tego powodu to właśnie na jej obszarze znajduje się najwięcej najciekawszych zabytków, których historia sięga wieków wstecz. Wiele z nich okupuje szczyty okolicznych wzgórz, tworząc doskonałe punkty orientacyjne dla zagubionych w labiryncie miasta zwiedzających. Do najbardziej charakterystycznych wzniesień należy z pewnością góra Gelerta. Nieco bardziej na północ stoi Wzgórze Zamkowe, odznaczające się potężną bryłą Zamku Królewskiego i zieloną kopułą wieńczącą główny hall Galerii Narodowej. Tymczasem wśród zabudowy Starego Miasta wyraźnie odcina się strzelista wieża Kościoła Macieja oraz białe, postrzępione blanki Baszt Rybackich. Jeszcze dalej na północ wody Dunaju rozdziela wyspa Małgorzaty, zaś znakiem świadczącym o dotarciu do granicznych przedmieść Budy będzie widok trzech masztów nadawczych, ustawionych na Wzgórzu Trzech Granic.
Lewy brzeg Dunaju zajmuje Peszt, gdzie sąsiadują ze sobą dzielnice o charakterze typowo przemysłowym i mieszkaniowym. Peszt położony jest na północnym skrawku Wielkiej Niziny Węgierskiej, stąd jego kompletnie płaski teren mocno kontrastuje z górzystą Budą. Zwarta, wielkomiejska zabudowa śródmieścia i szerokie arterie również mocno różnią się od zdecydowanie willowej zabudowy i krętych wąskich uliczek dominujących na przeciwległym brzegu rzeki. Ze względu fakt, iż czas rozwoju tej części stolicy przypadł na ostatnie stulecia, Peszt obfituje w zabytki z XIX i początku XX wieku. Dobry punkt orientacyjny dla turystów mogą stanowić budynek Parlamentu, wysunięty mocno na północ, Lasek Miejski z Zamkiem (na wschód) i nowoczesny gmach Teatru Narodowego - na południe, niedaleko miejsca, gdzie Dunaj ponownie rozdziela się na dwie odnogi, przedzielony wyspą Csepel.
Obie części miasta połączone są ze sobą siecią siedmiu mostów drogowych i dwóch kolejowych.



Za dnia turyści wspinają się na wzgórza Budy, przechadzając się pośród renesansowych i rokokowych budynków, zaś wieczorami bawią się do upadłego w dyskotekowej stolicy tej części świata. Budapeszt uznawany za największą dyskotekę nowej Europy - pełen modnych klubów z niesamowitym Sziget Festival, gdzie 400 tysięcy widzów oklaskuje najbardziej znane, ale i całkowicie undergroundowe zespoły świata. A dramatyczna, komunistyczna przeszłość? Jej zły dych unosi się gdzieś nad Wyspą Małgorzaty na Dunaju i traktowany z dystansem oraz humorem wpisuje się w koloryt madziarskiej stolicy.
Największym atutem budapeszteńskich klubów jest ich wszechstronność. W zasadzie każdy można dobrze się zabawić, zjeść, porozmawiać przy kawie, niekiedy zobaczyć ciekawą wystawę młodych twórców. Większość klubów zamykana jest dopiero o świcie. Ich świetny klimat już dawno docenili znani didżeje z całego świata. Grają tu nie rzadziej niż w Amsterdamie, Londynie czy Paryżu. A jeśli już o snobistycznej stolicy Francji mowa - w przeciwieństwie do niej Budapeszt posiada jeszcze jeden atut, który zawdzięcza przede wszystkim swej burzliwej historii, mieszance wpływów różnych nacji i naturalnym wypływom wód termalnych. To one uczyniły z miasta największe kąpielisko w Europie z 123 źródłami wód termalnych. Zestaw doskonały. Nocne kluby i spa wydają się idealnym, wręcz intuicyjnym połączeniem. Po całonocnych szaleństwach, w takim chociażby A38, uznawanym za kulturalną stolicę miasta najmodniejszym klubie, który znajduje się na przerobionej ukraińskiej barce transportowej zacumowanej na Dunaju, nie ma nic lepszego niż kilkugodzinna kąpiel w ciepłej wodzie o leczniczych właściwości. W Alcatraz, klubie, który dzięki kreatywnym menedżerom jest jednym z najlepiej prowadzonych lokali w mieście. Urządzony w więziennym stylu gości VIP-y sceny muzycznej, najlepszych europejskich didżejów, traktując zgromadzonych więźniów dobrej zabawy klimatami hiphopowymi, drum'n'bassowymi czy breakbeatowymi. Jeszcze bardziej ekskluzywny, w weekendy pełen celebrities i modnych Węgrów, jest klub Home. To jeden z największych lokali w mieście, gdzie w ciągu wieczora bawi się ponad 2 tysiące osób. Taras na świeżym powietrzu to świetne miejsce na złapanie oddechu przed kolejnym setem didżejskim i powrotem na parkiet. Tutaj naprawdę trzeba bywać! Odrobinę ciekawszą propozycją może być wieczór w klubie Colosseum, gdzie w dwóch salach warto zacząć zabawę dopiero późną nocą. Grają tu techno house, trance i goa, co daje gwarancję przedniej, pełnej energii zabawy. Podobnie jak latynoskie rytmy grane w Trocadero Café czy rhythm'n'blues w Café Mediterranean - dwóch nieco mniejszych, ale równie dobrych budapeszteńskich lokalach. Próby odtworzenia klimatu Berlina lat 30. podjęli się włodarze Club Seven znajdującego się w piwnicach kamienicy. Czy im się udało? Zobaczymy sami. Faktem jest, że scena kabaretowa o nieco erotycznym zabarwieniu, jazzowe koncerty po części w ten klimat wprowadzają. Wejście do klubu przypomina zaś witrynę małej kawiarenki. Jednak po pokonaniu kilku stopni w dół otwiera się widok na bar, średniej wielkości parkiet i scenę. Gorące noce - i to dosłownie - kończą się tu często grupowymi tańcami na barze, notabene oferującym całkiem spory wybór drinków. Nie sposób jest wymienić wszystkich ciekawych klubów znajdujących się w tym mieście, zachęcamy do własnego clubbing-touru w Budapeszcie.



Po całonocnych szaleństwach warto odpocząć w chilloutowym klimacie budapeszteńskich spa. Z początkiem I wieku osiedlili się nad brzegami Dunaju, osiedlili się Celtowie zakładając osadę Ak-Ink, w wolnym tłumaczeniu "obfita w wodę". Niespełna sto lat później przybyli Rzymianie i przekształcili osadę w Aquincum - pełne przepychu miasto z licznymi amfiteatrami, pałacami i co najważniejsze - miejskimi łaźniami, które prócz legionów odwiedzali nawet schorowani mieszkańcy Wiecznego Miasta. Ogromne pragnienie czystości, towarzystwa, wypoczynku w gorącej parze i zdrowia połączyły rzymskich najeźdźców z późniejszymi o ponad tysiąc lat dzikimi hordami Turków - architektów wodnego sukcesu Budapesztu. Dziś w setkach łaźni, basenów i saun mieszają się oryginalnie brzmiący język węgierski z najróżniejszymi językami tysięcy turystów z całego świata.
| Autor | Komentarz | |
|---|---|---|
![]() |
||
| Twój komentarz | Tylko zalogowani mogą dodawać komentarze. |